Oto překlad textu: Rozmyšlení papeže Františka na 2. neděli velikonoční 2022

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś, w ostatni dzień oktawy wielkanocnej, Ewangelia opowiada o pierwszym i drugim zjawieniu się Zmartwychwstałego Pana przed uczniami. Jezus pojawia się w Wielkanoc, gdy apostołowie, ze strachu, są zamknięci w Wieczerniku, ale ponieważ Tomasz, jeden z Dwunastu, nie jest obecny, wraca po ośmiu dniach (por. J 20,19-29). Skupmy się na dwóch protagonistech, Tomaszu i Jezusie, i przyjrzyjmy się najpierw uczniowi, a potem Mistrzowi. To piękny dialog, który ci dwaj prowadzą.

Przede wszystkim apostoł Tomasz. Przedstawia nas wszystkich, którzy nie byliśmy obecni w Wieczerniku, gdy Jezus się objawił, i nie mieliśmy od Niego żadnych innych fizycznych znaków ani przybyć. My również, tak jak ów uczeń, czasem mamy trudności: jak możemy uwierzyć, że Jezus zmartwychwstał, że nas towarzyszy i jest Panem naszego życia, nie widząc Go, nie dotykając Go? Jak możemy w to wierzyć? Dlaczego Jezus nie daje nam jakiegoś wyraźniejszego znaku swojej obecności i swojej miłości? Jakiegoś znaku, żebym to lepiej widział... Cóż, my także jesteśmy jak Tomasz, z tymi samymi wątpliwościami, z tym samym rozważaniem.

Nie powinniśmy się jednak za to wstydzić. W opowieści o Tomaszowej historii Ewangelia mówi nam, że Jezus nie szuka doskonałych chrześcijan. Jezus nie szuka doskonałych chrześcijan. Mówię wam: przeraża mnie, gdy widzę niektórych chrześcijan, niektóre grupy chrześcijan, które myślą, że są doskonałe. Pan nie szuka doskonałych chrześcijan; Pan Bóg nie szuka chrześcijan, którzy nigdy nie mają wątpliwości i zawsze chełpią się pewną wiarą. Gdy chrześcijanin jest taki, coś jest nie tak. Nie, przygoda wiary, podobnie jak u Tomasza, składa się ze światła i cienia. A gdyby nie, co to byłoby za wiara? Zna chwile pocieszenia, wzlotu i entuzjazmu, ale także zmęczenia, straty, wątpliwości i ciemności. Ewangelia pokazuje nam „kryzys” Tomasza, aby powiedzieć nam, że nie powinniśmy bać się kryzysów życia i wiary. Kryzysy nie są grzechem, są drogą, nie powinniśmy ich się bać. Często zmuszają nas do pokory, ponieważ pozbawiają nas wyobrażenia, że mamy rację, że jesteśmy lepsi od innych. Kryzysy pomagają nam dostrzec, że jesteśmy w potrzebie: na nowo budzą w nas pragnienie Boga, a tym samym umożliwiają nam powrócenie do Pana, dotknięcie Jego ran, ponownie doświadczyć Jego miłości, tak jak to było po raz pierwszy. Drodzy bracia i siostry, lepiej mieć niedoskonałą, ale pokorną wiarę, która zawsze wraca do Jezusa, niż silną, ale arogancką wiarę, która czyni nas dumnymi i arogantnymi. Biada im, biada!

A jaki jest postawa Jezusa w obliczu nieobecności Tomasza i jego drogi, która często jest też nasza? Ewangelia dwa razy mówi, że "przyszedł" (w. 19.26). Po raz pierwszy i po raz drugi po ośmiu dniach. Jezus się nie poddaje, nie męczy się nami, nie boi się naszych kryzysów, naszych słabości. Zawsze wraca: gdy drzwi są zamknięte, wraca; gdy mamy wątpliwości, wraca; gdy potrzebujemy spotkać się z Nim i dotknąć Go bliżej jak Tomasz, wraca. Jezus zawsze wraca, zawsze puka do drzwi i nie wraca z potężnymi znakami, które zmuszałyby nas do czucia się małymi i niezdolnymi, wręcz upokorzonymi, ale z Swoimi ranami; wraca i pokazuje nam Swoje rany, znaki Swojej miłości, która wiąże się z Naszymi słabościami.

Bracia i siostry, szczególnie kiedy doświadczamy zmęczenia lub kryzysowych chwil, Jezus, Zmartwychwstały, chce wrócić, by być z nami. Czeka tylko na to, aż Go będziemy szukać, będziemy Go wzywać, nawet będziemy protestować jak Tomasz i przynosić Mu nasze potrzeby i naszą niewiarę. Zawsze wraca. Dlaczego? Ponieważ jest cierpliwy i miłosierny. Przychodzi, aby otworzyć piwnice naszego strachu i naszej niewiary, ponieważ zawsze chce dać nam kolejną szansę. Jezus jest Panem "kolejnych szans": zawsze daje nam kolejną, zawsze. Zastanówmy się więc, kiedy ostatnio - trochę sobie przypomnijmy - w trudnej chwili lub w okresie kryzysu zamknęliśmy się w sobie, zabarikadowaliśmy się w naszych problemach i zostawiliśmy Jezusa za drzwiami. I obiecajmy sobie, że następnym razem w naszym zmęczeniu będziemy szukać Jezusa, że wrócimy do Niego, do Jego przebaczenia - On zawsze przebacza, zawsze! Wróćmy do ran, które nas uzdrowiły. W ten sposób również staniemy się zdolni do współczucia, do zbliżania się do zranień innych bez sztywności i uprzedzeń.

Niech Panna Maria, Matka miłosierdzia - chętnie ją wspominam w poniedziałek po niedzieli miłosierdzia jako Matkę miłosierdzia - prowadzi nas na drodze wiary i miłości.